12.03.2017

Niebieski Wieloryb - czyli słów parę o histerii niekontrolowanej.

Aż chciałoby się w tej chwili krzyknąć "do jasnej cholery zostawcie wieloryby, co one winne?!". Ale nie.
Z jakiegoś powodu media ostatnio pokładają wszelkie staranie by uprzykrzyć życie tym wielkim, podmorskim ssakom. Dlaczego? 

Ich biologicznie zakodowana samobójcza natura miała stać się inspiracją dla niewielkiej rosyjskiej grupki, która chciała zobaczyć jak świat płonie.

Poważnie?
Bez obaw, zaraz będzie jeszcze lepiej. 


Za początek ogólnoświatowej paniki możemy spokojnie uznać ten artykuł  z The Sun, który objaśnia mniej więcej jak ów gra miała działać. 
Przeanalizujmy go, dobrze?

"A SICK suicide game called ‘Blue Whale’ is being probed by Russian cops after being linked to 130 teen deaths."
Więc... mamy 130 młodocianych samobójców, którzy dobitnie pokazali policji rosyjskiej "tak braliśmy udział w grze!". Otóż nie. Jak możemy wyczytać z dalszej części artykułu: 
"Investigative newspaper Novaya Gazeta reported last year: “We have counted 130 suicides of children that took place between November 2015 to April 2016."“Almost all these children were members of the same internet groups and lived in good, happy families.”
Moi drodzy... Tą "internetową grupą" był vk czyli rosyjski facebook. Ponadto fakt, że ktoś żyje w na pozór szczęśliwej rodzinie nie oznacza, że nie jest potencjalnym samobójcą. Ostatnie lata w znaczącym stopniu wpłynęły na pogarszanie się stanu psychicznego ludzi młodych - nie każdy jest w stanie wytrzymać pędu szczurów. Sytuacja ta dotyczy przede wszystkim młodzieży z dużych miast, nieco mniej odpornej psychicznie.

Nie zastanawia was coś jeszcze? 
W każdym, ale to absolutnie każdym z dostępnych artykułów pojawiają się dokładnie takie same zdjęcia. Jakim cudem - jeśli jednym z warunków było umieszczanie na różnych social mediach konkretnych realizacji zadań - media do nich nie dotarły?
Czy istnieje możliwość, że to JEDYNE zdjęcia? I tylko 3 nazwiska? Nie mówiąc o tym, że jedna z dziewcząt jest w każdym tekście podawana jako "nieznana z imienia". Jak na 130 osób... to trochę mało, nie sądzicie?


Jednak... Załóżmy, że rzeczywiście istnieje sobie grupka, która bierze udział w "blue whale challenge". Żyli sobie w ukryciu, przemieszczając się po portalach, werbując członków. Niektórzy się dawali, inni nie do końca. Jako ugrupowanie nie mieli szans na dotarcie do tak wielkiej liczby ludzi, o których piszą tabloidy.
A wiecie co stało się teraz?
Cały świat o tym mówi. 
#bluewhale jest numerem 1 na twitterze, pojawiają się kolejne filmy na YT, każda szanująca się gazeta pisze o tym fenomenie.
Blogerzy podnoszą bunt, a grupki na fb aż kipią od ploteczek na ten temat. 


Ludzie, zdajecie sobie sprawę, że tak naprawdę nagłośnienie sprawy sprzyja rozrostom takich grup? Bo nawet jeśli jej członkowie nie istnieli... to teraz na pewno ktoś zacznie to propagować. Czy potępienie ruchów pro-ana w jakikolwiek sposób je zmniejszyło?
Nie. Po prostu pozwoliło konkretnej grupie dziewcząt na dotarcie do nich. To samo widzimy w tym przypadku. Jak myślicie, jak wiele jest teraz osób, które teraz zechcą w to zagrać? Choćby i dla samego udowodnienia światu jakim się nie jest herosem? 


Sekty, tajne organizacje i tego typu kółeczka naprawdę nie chcą spalić całego świata - mają bardzo konkretnie ustalony target. Dlatego w tym miejscu pragnę was poprosić o jedną rzecz. To bardzo prosta, mała rzecz.
Myślcie

Myślcie, nie dając się zwieść papce serwowanej przez media takie jak The Sun (to taki angielski Superexpress lub Fakt).

I... Odwalcie się od wielorybów.
To wspaniałe zwierzątka wodne. Może są trochę przy tuszy i mają lekkie zapędy autodestrukcyjne, a jeden z nich pożarł Pinokio... ale to nie ich wina, że ludzie są kretynami.

21.02.2017

Nowy semestr - horror na replay'u ?



Znacie ten moment, gdy po dwóch tygodniach kompletnego nic nie robienia dociera do was straszliwa nowina - od jutra szkoła. 
Znów będziecie musieli wrócić w straszliwe mury swego edukacyjnego więzienia, by grzecznie przetrwać wyrok zwany gimnazjum, liceum lub studiami?

Osobiście utknęłam na tym ostatnim.
Ten semestr ma być moją ostatnią prostą - plan jest prosty - zdać, obronić licencjat i rozkoszować się długimi wakacjami.
Nim jednak upragnione lato nadejdzie, przede mną wielka bitwa zwana ostatnim semestrem studiów pierwszego stopnia.

A ja przebimbałam całe ferie wbijając kolejne poziomy w overwatch'u i mordując simsy.
Well, shit.

Uświadomienie sobie jak beznadziejne jest nasze aktualne położenie to bardzo dobry pierwszy krok. Teoretycznie robimy go w miejscu, ale jeśli odpowiednio skoncentrujemy swoją energię - zamiast popadać w panikę, uda nam się rozpocząć kolejny etap nauki z pozytywnym nastawieniem i wytrwać aż do końca.
Wszystko czego tak naprawdę nam potrzeba, to podążanie za kilkoma bardzo prostymi zasadami, dzięki którym uda nam się uporządkować nie tylko kwestie czysto techniczne, ale także pierdółki o których najczęściej zapominamy, czy nawet sposoby na systematyczną naukę i powtarzanie informacji.

# Zasada 1
Bądź przygotowany zawsze dzień wcześniej.
Okej, ja rozumiem, że się nie chce. Że po powrocie ze szkoły jedyne o czym marzą nasze umysły to zaprogramować komendę "łóżko - spać" lub "komputer - nowy filmik na youtube". Czasem zmusimy się do odrobienia lekcji czy przejrzenia materiałów - ale po co, skoro jakaś miła koleżanka na pewno da nam odpisać?
W klasycznym scenariuszu sytuacja wygląda tak, że całe szykowanie zostawiamy sobie na poranek dnia następnego. Wstajemy szybciej, wciągamy na siebie byle co, czasem nawet nie chce nam się zrobić kanapek i siedzimy cały dzień głodni, bądź zapychamy się kolejną porcją chrupek lub słodkich bułek.

Spróbujmy jednak inaczej - z listą w ręce.
- Przygotowanie ubrań (włącznie z ich wyprasowaniem) - maksymalnie 30 minut.
- Przygotowanie sobie pożywnego posiłku do szkoły / na uczelnię (ewentualne zakupy można zrobić w drodze powrotnej) - 15 - 20 minut. 
- Spojrzenie na plan i przeanalizowanie co jutro na pewno będzie nam potrzebne - 1 minuta
- Wrzucenie wszystkiego do torby lub plecaka - 30 sekund.

W sumie daje nam to mniej niż godzinę pracy.
Godzinę, którą rano będziemy mogli sobie odespać z nawiązką, bo zamiast biegać z żelazkiem w jednej ręce i szczoteczką w drugiej, po prostu nastawimy budzik na nieco później.

# Zasada 2
Nigdy nie zostawiaj sobie wielkich projektów na ostatnią chwilę.
Wiem, że tak robisz.
Ja też tak robię. I każdy inny student tak robi. Uczeń także.
Ktoś kiedyś mi powiedział (tak serio to sama to przed chwilą wymyśliłam, ale mądre cytaty pasują do mądrych ludzi), że edukacja może być jak słoik.
Kamienie - to czas, który musimy przeznaczyć na duże projekty, eseje, prezentacje czy zaliczenia, o których wiemy praktycznie na początku semestru.
Żwir - to te mniejsze, równie upierdliwe - zapowiedziany sprawdzian lub kolokwium, lektura czy powtórzenie działu. 
Piasek - to to co w życiu przyjemne i nie związane z nauką.

Jeśli słoik to nasz semestr - który ma około 290 dni, możemy obrać dwie drogi:
1) Odwlekać robienie dużych kamiennych projektów i tych mniejszych, żwirkowych - wówczas będziemy wypełniać nasz słoik piaskiem - odpisywanymi na korytarzu zadaniami domowymi, nowym śmiesznym vlogiem czy kolejnym odcinkiem serialu. Raz na jakiś czas dorzucimy trochę żwiru, żeby nie oblać semestru jeszcze przed egzaminami.
A potem... potem nie będziemy w stanie wcisnąć nawet najmniejszego kamienia, bo słoik nie stanie się nagle większy.
2) Skupić się na dużych projektach - systematyczne wypełnianie słoiczka kamieniami, sprawi, że możemy się ich pozbyć z puli w parę tygodni, następne poświęcając na spokojnym przygotowaniu do mniejszych prac w trakcie semestru. Na piasek zawsze znajdzie się czas, a serial nie ucieknie. Naprawdę.

# Zasada 3
Po co robić całość, jeśli można zrobić 1/3.
Wyobraź sobie sytuację, gdzie masz do ogarnięcia cały podręcznik na jeden egzamin - na studiach to normalka.
A jednak dostajesz zagadnienia. 15 podpunktów, które należy porządnie opracować, by dostać jak najwyższe noty.
Możesz to zrobić sam - ale pomyśl, że w twoim otoczeniu jest jeszcze przynajmniej kilkadziesiąt osób, które też muszą to zdać.
Znajdź te ogarnięte, których notatkom zaufasz. Wystarczy, że będzie was trójka, a 15 zagadnień zamieni się w 5.
Co ważne - ustalcie sobie deadline i opracujcie wszystko tak szybko jak się da. Dzięki temu, gdy inni będą wkuwać wściekli, że zostawili wszystko na ostatnią chwilę - wy będziecie się rozkoszować wolnością i dopieszczonymi materiałami.

# Zasada 4
Miej plan działania.
Jestem osobą, która od lat z pobłażliwym uśmieszkiem spoglądała na wszystkie wydarzenia typu "w 2017 przeczytam 100 książek" bądź "będę fit na wakacje".
No.. nie.
Samo przyłączenie się do jakiegoś ogólnego trendu nie pomoże, choć możliwe, że wpływ na motywację będzie tak duży, że rzeczywiście coś z tego wyjdzie.
Chciałabym ci tylko w tym miejscu powiedzieć, że możesz sięgać marzeniami dalej niż do lata.
Ale o tym jak rozbijać je na mniejsze cele i plany opowiem w przyszłym tygodniu. 

Tymczasem to tyle w dzisiejszej notce.
Jutro czeka nas najszczęśliwszy dzień w roku - dzień w którym umierają wszystkie diety, a kalorie zacierają swoje małe łapki by w nocy zszywać nam ubrania.
Tłusty Grubokościsty Czwartek.
Będzie pysznie.

Dobranoc, rybeńki!


Hello Mirah my old friend © , All Rights Reserved. BLOG DESIGN BY Sadaf F K.