Aż chciałoby się w tej chwili krzyknąć "do jasnej cholery zostawcie wieloryby, co one winne?!". Ale nie.
Z jakiegoś powodu media ostatnio pokładają wszelkie staranie by uprzykrzyć życie tym wielkim, podmorskim ssakom. Dlaczego?
Ich biologicznie zakodowana samobójcza natura miała stać się inspiracją dla niewielkiej rosyjskiej grupki, która chciała zobaczyć jak świat płonie.
Poważnie?
Bez obaw, zaraz będzie jeszcze lepiej.
Za początek ogólnoświatowej paniki możemy spokojnie uznać ten artykuł z The Sun, który objaśnia mniej więcej jak ów gra miała działać.
Przeanalizujmy go, dobrze?
"A SICK suicide game called ‘Blue Whale’ is being probed by Russian cops after being linked to 130 teen deaths."
Więc... mamy 130 młodocianych samobójców, którzy dobitnie pokazali policji rosyjskiej "tak braliśmy udział w grze!". Otóż nie. Jak możemy wyczytać z dalszej części artykułu:
"Investigative newspaper Novaya Gazeta reported last year: “We have counted 130 suicides of children that took place between November 2015 to April 2016."“Almost all these children were members of the same internet groups and lived in good, happy families.”
Moi drodzy... Tą "internetową grupą" był vk czyli rosyjski facebook. Ponadto fakt, że ktoś żyje w na pozór szczęśliwej rodzinie nie oznacza, że nie jest potencjalnym samobójcą. Ostatnie lata w znaczącym stopniu wpłynęły na pogarszanie się stanu psychicznego ludzi młodych - nie każdy jest w stanie wytrzymać pędu szczurów. Sytuacja ta dotyczy przede wszystkim młodzieży z dużych miast, nieco mniej odpornej psychicznie.
Nie zastanawia was coś jeszcze?
W każdym, ale to absolutnie każdym z dostępnych artykułów pojawiają się dokładnie takie same zdjęcia. Jakim cudem - jeśli jednym z warunków było umieszczanie na różnych social mediach konkretnych realizacji zadań - media do nich nie dotarły?
Czy istnieje możliwość, że to JEDYNE zdjęcia? I tylko 3 nazwiska? Nie mówiąc o tym, że jedna z dziewcząt jest w każdym tekście podawana jako "nieznana z imienia". Jak na 130 osób... to trochę mało, nie sądzicie?
Jednak... Załóżmy, że rzeczywiście istnieje sobie grupka, która bierze udział w "blue whale challenge". Żyli sobie w ukryciu, przemieszczając się po portalach, werbując członków. Niektórzy się dawali, inni nie do końca. Jako ugrupowanie nie mieli szans na dotarcie do tak wielkiej liczby ludzi, o których piszą tabloidy.
A wiecie co stało się teraz?
Cały świat o tym mówi.
#bluewhale jest numerem 1 na twitterze, pojawiają się kolejne filmy na YT, każda szanująca się gazeta pisze o tym fenomenie.
Blogerzy podnoszą bunt, a grupki na fb aż kipią od ploteczek na ten temat.
Ludzie, zdajecie sobie sprawę, że tak naprawdę nagłośnienie sprawy sprzyja rozrostom takich grup? Bo nawet jeśli jej członkowie nie istnieli... to teraz na pewno ktoś zacznie to propagować. Czy potępienie ruchów pro-ana w jakikolwiek sposób je zmniejszyło?
Nie. Po prostu pozwoliło konkretnej grupie dziewcząt na dotarcie do nich. To samo widzimy w tym przypadku. Jak myślicie, jak wiele jest teraz osób, które teraz zechcą w to zagrać? Choćby i dla samego udowodnienia światu jakim się nie jest herosem?
Sekty, tajne organizacje i tego typu kółeczka naprawdę nie chcą spalić całego świata - mają bardzo konkretnie ustalony target. Dlatego w tym miejscu pragnę was poprosić o jedną rzecz. To bardzo prosta, mała rzecz.
Myślcie.
Myślcie, nie dając się zwieść papce serwowanej przez media takie jak The Sun (to taki angielski Superexpress lub Fakt).
I... Odwalcie się od wielorybów.
To wspaniałe zwierzątka wodne. Może są trochę przy tuszy i mają lekkie zapędy autodestrukcyjne, a jeden z nich pożarł Pinokio... ale to nie ich wina, że ludzie są kretynami.
Z jakiegoś powodu media ostatnio pokładają wszelkie staranie by uprzykrzyć życie tym wielkim, podmorskim ssakom. Dlaczego?
Ich biologicznie zakodowana samobójcza natura miała stać się inspiracją dla niewielkiej rosyjskiej grupki, która chciała zobaczyć jak świat płonie.
Poważnie?
Bez obaw, zaraz będzie jeszcze lepiej.
Za początek ogólnoświatowej paniki możemy spokojnie uznać ten artykuł z The Sun, który objaśnia mniej więcej jak ów gra miała działać.
Przeanalizujmy go, dobrze?
"A SICK suicide game called ‘Blue Whale’ is being probed by Russian cops after being linked to 130 teen deaths."
Więc... mamy 130 młodocianych samobójców, którzy dobitnie pokazali policji rosyjskiej "tak braliśmy udział w grze!". Otóż nie. Jak możemy wyczytać z dalszej części artykułu:
"Investigative newspaper Novaya Gazeta reported last year: “We have counted 130 suicides of children that took place between November 2015 to April 2016."“Almost all these children were members of the same internet groups and lived in good, happy families.”
Moi drodzy... Tą "internetową grupą" był vk czyli rosyjski facebook. Ponadto fakt, że ktoś żyje w na pozór szczęśliwej rodzinie nie oznacza, że nie jest potencjalnym samobójcą. Ostatnie lata w znaczącym stopniu wpłynęły na pogarszanie się stanu psychicznego ludzi młodych - nie każdy jest w stanie wytrzymać pędu szczurów. Sytuacja ta dotyczy przede wszystkim młodzieży z dużych miast, nieco mniej odpornej psychicznie.
Nie zastanawia was coś jeszcze?
W każdym, ale to absolutnie każdym z dostępnych artykułów pojawiają się dokładnie takie same zdjęcia. Jakim cudem - jeśli jednym z warunków było umieszczanie na różnych social mediach konkretnych realizacji zadań - media do nich nie dotarły?
Czy istnieje możliwość, że to JEDYNE zdjęcia? I tylko 3 nazwiska? Nie mówiąc o tym, że jedna z dziewcząt jest w każdym tekście podawana jako "nieznana z imienia". Jak na 130 osób... to trochę mało, nie sądzicie?
Jednak... Załóżmy, że rzeczywiście istnieje sobie grupka, która bierze udział w "blue whale challenge". Żyli sobie w ukryciu, przemieszczając się po portalach, werbując członków. Niektórzy się dawali, inni nie do końca. Jako ugrupowanie nie mieli szans na dotarcie do tak wielkiej liczby ludzi, o których piszą tabloidy.
A wiecie co stało się teraz?
Cały świat o tym mówi.
#bluewhale jest numerem 1 na twitterze, pojawiają się kolejne filmy na YT, każda szanująca się gazeta pisze o tym fenomenie.
Blogerzy podnoszą bunt, a grupki na fb aż kipią od ploteczek na ten temat.
Ludzie, zdajecie sobie sprawę, że tak naprawdę nagłośnienie sprawy sprzyja rozrostom takich grup? Bo nawet jeśli jej członkowie nie istnieli... to teraz na pewno ktoś zacznie to propagować. Czy potępienie ruchów pro-ana w jakikolwiek sposób je zmniejszyło?
Nie. Po prostu pozwoliło konkretnej grupie dziewcząt na dotarcie do nich. To samo widzimy w tym przypadku. Jak myślicie, jak wiele jest teraz osób, które teraz zechcą w to zagrać? Choćby i dla samego udowodnienia światu jakim się nie jest herosem?
Sekty, tajne organizacje i tego typu kółeczka naprawdę nie chcą spalić całego świata - mają bardzo konkretnie ustalony target. Dlatego w tym miejscu pragnę was poprosić o jedną rzecz. To bardzo prosta, mała rzecz.
Myślcie.
Myślcie, nie dając się zwieść papce serwowanej przez media takie jak The Sun (to taki angielski Superexpress lub Fakt).
I... Odwalcie się od wielorybów.
To wspaniałe zwierzątka wodne. Może są trochę przy tuszy i mają lekkie zapędy autodestrukcyjne, a jeden z nich pożarł Pinokio... ale to nie ich wina, że ludzie są kretynami.